maj 2006
« czerwiec 2006 | Strona Główna | kwiecień 2006 »

środa, 31 maj, 2006

System prosty aż do bólu

Komunikacja autobusowa w Szanghaju zorganizowana jest w prosty sposób, aczkolwiek dla Europejczyka mało czytelny. Problemy zaczynają się na przystanku autobusowym.

Przystanek

Rozkład jazdy autobusu, którym czasami wracam z pracy, jest uproszczony do granic możliwości. Autobus kursuje od 5:49 do 21:19, nie podano co ile minut. Podana jest również trasa przejazdu autobusu, ale to informacja czytelna jedynie dla miejscowych. Pozostaje dowiadywać się u znajomych Chińczyków.
Brak dokładnie oznaczonych godzin przyjazdu autobusów to pragmatyczne podejście. Wielkie natężenie i specyfika ruchu drogowego w Szanghaju oraz ogromna ilość zdarzeń losowych, jak wypadki, korki, roboty drogowe (to w Chinach wydaje się być zdarzeniem losowym) powoduje, że podawanie dokładnych godzin odjazdów autobusów byłoby loterią.
W praktyce to działa chyba tak: kierowca przychodzi do pracy, wsiada do autobusu i jeździ po trasie tak długo aż wyrobi swoje 8 godzin. Jedni kierowcy jeżdżą szybciej, inni wolniej, dochodzi do śmiesznych sytuacji, gdy dwa autobusy tej samej linii, wypełnione pasażerami, wyprzedzają się nawzajem. Zdarza się również, że w obliczu wypadku lub korka kierowca autobusu podejmuje decyzję o zmianie trasy, omijając przy okazji część miasta i kilkadziesiąt przystanków. W ten sposób znalazłem się raz dosyć daleko od celu podróży, do którego w końcu dotarłem taksówką. Po jakimś czasie człowiek przestaje się dziwić takim sytuacjom. Szalenie uważać należy podczas wysiadania, zdarza się dosyć często że pomimo zatrzymania autobusu i otwarcia drzwi, jakiś rowerzysta bądź motocyklista próbuje zmieścić się między autobusem a krawężnikiem.

Autobusy
Dwa autobusy tej samej linii jeden za drugim, być może za zakrętem jeden wyprzedzi drugi.

Napisał Marcin o 8:28
Edytowano: środa, 31 maj, 2006 8:40
Kategoria: Chiny
|

wtorek, 30 maj, 2006

Premia za wytrwałość

Górnicy, zagroziwszy rządowi strajkiem, wyrwali dla siebie dodatkowe pieniądze z zysku kopalń. Nieistotne jest że zyski powstały między innymi dzięki temu, że państwo pompuje od wielu lat w kopalnie miliardy złotych, których to miliardów brakuje np. dla lekarzy.
Cała ta sytuacja powinna posłużyć jako przykład, jak rząd powinien rozwiązywać takie problemy. Lekarze również powinni otrzymywać premię z zysku.
Przecież szpitale nie mają zysków - zakrzykną co niektórzy. Ale mogą mieć - odpowiem. Wystarczy lekko zmodyfikować system i przyjmować do szpitali jedynie zdrowych pacjentów. Będzie to panaceum na większość problemów trapiących służbę zdrowia. Leczenie zdrowych pacjentów jest tanie, szpitale natychmiast przyniosłyby zyski. Zyski, które rząd przekazywałby lekarzom, po wydrukowaniu kart do głosowania w referendum strajkowym (może to być taka świecka tradycja IVRP). Ponadto, z uwagi na niskie kwalifikacje potrzebne do leczenia zdrowych pacjentów, koszty studiów lekarskich zostałyby znacznie ograniczone. Słabo wykształceni absolwenci Akademii Medycznych nie mogliby znaleźć pracy za granicą, co rozwiązałoby również problem emigracji lekarzy. Dodatkowo, po takiej reformie studiów lekarskich, status lekarzy zrównałby się ze statusem posłów i co poniektórych ministrów - również zajmowaliby się sprawami o których nie mają żadnego pojęcia.
Tylko czy Polacy są w stanie zaakceptować takie rozwiązanie? To kwestia odpowiedniego przedstawienia problemu. Rząd, mając do dyspozycji takich specjalistów od PR jak Jacek Kurski, bez wątpienia byłby w stanie przedstawić to jako swój wielki sukces. Na poparcie tej tezy będzie można przywołać rzetelne statystyki, które już po kilku latach pokażą że kondycja zdrowotna społeczeństwa znacznie się poprawia - procent ludzi chorych będzie bliski zeru. Zaufanie do premiera Marcinkiewicza niechybnie przekroczy 100%. Już się cieszę widząc ten uśmiech premiera i kwiaty od prezydenta z dedykacją od prezesa.

Napisał Marcin o 8:41
Edytowano: wtorek, 30 maj, 2006 14:50
Kategoria: Polska
|

Zyski koreańskich stoczni skoczyły

Zawsze z przykrością czytam takie informacje, zwłaszcza w kontekście tego co się dzieje w polskich stoczniach, o czym pisałem wcześniej.

Jak donosi Marine Link zyski koreańskich stoczni znacznie się zwiększyły. Największa stocznia, Hyundai Heavy Industries, osiągnęła w pierwszym kwartale 2006 roku zysk 24,4 mln USD. Zyski Samsung Heavy Industries wzrosły o 440% w porównaniu do pierwszego kwartału 2005 roku i wyniosły 16,3 mln USD. Jedynie Daewoo Shipbuilding & Marine Engineering Co wyłamało się z trendu i raportuje, za pierwszy kwartał, straty w wysokości 150mln USD, zaznaczając jednocześnie że liczy na znaczną poprawę sytuacji w nadchodzących miesiącach.
Zyski koreańskich stoczni napędzane są bardzo dobrą koniunkturą na rynku. Ceny statków osiągneły historyczne maksimum, dodatkowo ostatnie obniżki cen stali zdecydowanie polepszają rentowność stoczni.
Cały artykuł tutaj.

Napisał Marcin o 7:57
Edytowano: wtorek, 30 maj, 2006 11:27
Kategoria: Gra w statki
|

poniedziałek, 29 maj, 2006

Papież wyjechał

Papież wyjechał. Krótka przerwa na skupienie i wysłuchanie kilkunastu mądrych słów zakończona. Dziś okaże się, że ci którzy siedzieli podczas homilii w pierwszych rzędach, odgrodzeni od nas kordonem borowików, słuchali ze skupioną miną, ale niczego nie słyszeli. Zapewne myśleli o nowych sondażach opinii publicznej - pójdą w górę po wizycie, czy nie? A jeśli nie to dlaczego, tak się przecież starali. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wszyscy dobrze wykorzystali te kilka dni spokoju.

  • premier Marcinkiewicz zastanowił się, co mu jeszcze zostało do obiecania (chyba już naprawdę niewiele);
  • górnicy wydrukowali karty do przedstrajkowego referendum, naostrzyli trzonki i kilofy oraz zamówili autobusy na kolejny najazd na Warszawę, w sprawie wyrwania słusznie należnej im kasy (póki jeszcze jest);
  • wicepremier Dorn opracował plan pacyfikacji strajku lekarzy, bo z górnikami pewnie nie będzie chciał zadzierać;
  • premier Gilowska wpadła na pomysł, jak trzymać fason w towarzystwie puszczającym coraz głośniejsze bąki;
  • panowie Niesiołowski, Rokita i Tusk wymyślili kolejne błyskotliwe bon-moty, które niechybnie uratują Polskę;
  • pełnomocnik Kamiński nakreślił plan kontroli, podsłuchów, prowokacji, interwencji, inwigilacji, infilracji, lustracji, reinkarnacji i komplikacji na następne 3 lata;
  • lekarze przygotowali się do wyjazdu;
  • pacjenci przewertowali Google;
  • fiskus przygotował się do kontroli osób fizycznych, przecież ktoś musi za ten cały bajzel zapłacić;
Napisał Marcin o 6:19
Kategoria: Polska
|

sobota, 27 maj, 2006

Kongresman Frank R. Wolf wyraził zaniepokojenie

Kongresman Frank R. Wolf wyraził zaniepokojenie z powodu planów zakupu przez Departament Stanu 16 tysięcy komputerów od chińskiego producenta Lenovo. Wedle złożonej przez kongresmana interpelacji, 900 z tych komputerów ma być użyte w tajnych sieciach komputerowych Departamentu Stanu w amerykańskich placówkach dyplomatycznych. Kongresman obawia się że użycie komputerów wyprodukowanych w Chinach może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa sieci Departamentu Stanu, innymi słowy obawia się zamontowania przez chiński wywiad pluskiew w komputerach dostarczanych amerykańskiemu rządowi. Jak powszechnie wiadomo, chiński wywiad jest szalenie aktywny w Stanach Zjednoczonych.

Sprawie przyjrzał się również vortal DailyTech. Wedle przedstawionego tam ciekawego zestawienia nie jest możliwy zakup w chwili obecnej komputera, w którym nie użyto by części produkowanych w Chinach. Jeśli zaś chodzi o notebooki, to praktycznie 100% światowej produkcji jest skoncentrowane w Chinach. Wygląda na to iż kongresman Wolf zainteresował się sprawą o dobrych kilka lat za późno. Ciekaw jestem jakich rozstrzygnięć doczeka się ta sprawa w przyszłości, czy ktoś przeniesie produkcję komputerów z powrotem do 'demokratycznego' świata, tylko po to żeby zaspokoić potrzeby rządów?
Myślę że my w Polsce nie mamy specjalnego powodu do tego rodzaju zmartwień. Wypowiedzi i plany na przyszłość polskich polityków są zupełnie niezrozumiałe nawet dla wykształconych Polaków, a co dopiero dla chińskiego wywiadu.

Napisał Marcin o 10:58
Kategoria: Chiny
|

Koreańskie CDMA

Nie do pomyślenia jest żeby w Korei nie funkcjonował odrębny standard telefonii komórkowej. Niekompatybilny z GSM, więc zarówno mój polski jak i chiński telefon powędrowały na dno torby, a na lotnisku wypożyczyłem telefon pracujący w sieci SKT . Można wypożyczyć telefon z lokalnym numerem, lub specjalny aparat, który po włożeniu karty SIM umożliwia korzystanie z roamingu. W koreańskim systemie CDMA nie używa się kart SIM, numer jest na stałe przypisany do telefonu. Przy zmianie aparatu jest możliwe zakodowanie starego numeru do nowego telefonu, ale trzeba to załatwić w punkcie obsługi klienta. To chyba nie najlepsze rozwiązanie, wymienna karta SIM daje jednak bardzo wiele korzyści.
Trafiłem telefon Samsunga, szalenie popularnego w Azji typu 'puderniczka'. Mam trochę uprzedzeń do takich telefonów, pasują chyba lepiej do damskiej torebki, ale miałem go używać jedynie przez 2 tygodnie, więc nie było problemu. Zresztą ten stereotyp nie funkcjonuje w Azji.
Telefon prezentował się naprawdę przyzwoicie. Bardzo solidnie wykonany, dosyć cienki (grubość tylko 15mm). Obudowa znakomicie wykonana i dobrze spasowana, zawias bardzo solidny. Nic nie trzeszczało. Na pokładzie oczywiście aparat cyfrowy, 2 kolorowe, znakomitej jakości, wyświetlacze, klient email, przeglądarka stron internetowych oraz już nie tak bardzo oczywisty GPS oraz odtwarzacz MP3. Nie miał natomiast ani Bluetooth ani portu podczerwieni. Bogactwo opcji konfiguracyjnych przyprawiało o ból głowy, ale większość z nich dotyczyło możliwości ustawiania różnych animacji na wyświetlaczu dla połączeń przychodzących i wychodzących (oddzielnie dla każdego kontaktu), wyboru tonów towarzyszących naciśnięciom klawiszy i otwieraniu menu, animacji menu, oraz dziesiątek równie istotnych dla tutejszych abonentów opcji.
Telefon działał bez problemów, pomimo dosyć intensywnego użytkowania nie wymagał ładowania częściej niż co 2-3 dni. Z ciekawostek:

  • Na klawiaturze nie ma litery 'Z' (jak rozumiem nie jest używana w łacińskiej transkrypcji koreańskiego) i nie udało mi się w żaden sposób zmusić telefonu do jej napisania;
  • Telefon ma 3 specjalne programy relaksacyjne, po uruchomieniu których włączaja się kojąca nerwy melodia i kolorowe animacje na obydwu ekranach;
  • Wiele osób ma ustawione odgrywanie różnych melodii zamiast sygnału oczekiwania, poracha jeśli chodzi o telefony służbowe osób na stosunkowo wysokich stanowiskach;
  • Przy dzwonieniu do niektórych osób, zanim usłyszysz sygnał oczekiwania, włącza się jakaś koreańska gadułka, która coś tam na okrągło opowiada. Może reklamy? Trochę to bywało irytujące, nie wiedziałem na początku czy zostałem połączony czy nie.

Telefonia komórkowa w Korei to kwintesencja Azji. Feria barw i dźwięków, wodotryski, melodyjki, animacje, duperelki i pierdółki oraz różowy breloczek przyczepiony do telefonu. Nic dziwnego że iPod-y się tu w ogóle nie sprzedają, minimalistyczny design Apple nie ma szans dotrzeć do Koreańczyków.
Ja z ulgą włączyłem, po lądowaniu w Szanghaju, mojego poczciwego Siemensa S65.

Samsung Juni

Napisał Marcin o 24:01
Kategoria: Inne
|

czwartek, 25 maj, 2006

pięć miliardów tu, jeden miliard tam, tu drobne dwieście milionów, a wszystko bez podnoszenia podatków i zwiększenia deficytu

Za dzisiejszą Wyborczą:
"Rząd pracuje nad ustawą umarzającą długi polskich stoczni. Może to kosztować budżet miliard złotych. A w przyszłości może jeszcze więcej."

Decyzję trzeba będzie ogłosić w jakichś nieprzyjaznych rządowi mediach, ponieważ stoczniowcy prawdopodobnie nie oglądają telewizji Trwam, a na zmiany w telewizji reżimowej potrzeba minimum pół roku, co przyznał prezes Wildstein w wywiadzie dla Przekroju. Posypią się pytania stronniczych analityków, na usługach Układu, skąd rząd weźmie na to pieniądze i jak to wpłynie na deficyt budżetowy w następnych latach. Jakby nie mogło wystarczyć wiarygodne zapewnienie premiera, w najbardziej obiektywnej rozgłośni radiowej, że deficyt zostanie utrzymany w ryzach. I to zapewnienie złożone z własnej inicjatywy, albowiem w najbardziej obiektywnej rozgłośni nikt nie śmie zadawać takich pytań, co dodatkowo uwiarygodniło premiera.

Tylko nikt nie zada pytania najważniejszego. Czy panowie, prawnik i etnolog, prezesujący dwóm największym stoczniom, a których najlepszymi i chyba jedynymi referencjami są legitymacje partyjne PiS-u, mają jakikolwiek pomysł na restrukturyzację obydwu zakładów? Restrukturyzację inną niż tworzenie na bazie majątku stoczni kolejnych spółek o nazwach zaczynających się na literę 'E', w których będzie do obsadzenie kilkadziesiąt nowych stanowisk dla prezesów, wiceprezesów, dyrektorów, i tak dalej.
Stocznie potrzebują gwałtownych i bolesnych zmian, wiążących się również z licznymi zwolnieniami, które powinny, być może, dotknąć nawet 50% zatrudnionych. Funkcjonariusze partyjni na pewno nie są ludźmi odpowiednimi do przeprowadzenia takich zmian, oni mają tylko kupić spokój za pieniądze podatników.
Czy ktoś ma pomysł na wybrnięcie z sytuacji, w jakiej znalazła się Stocznia Gdynia, która największe straty ponosi na budowie statków dla swojego głównego akcjonariusza?

Jako okrętowiec z przykrością stwierdzam, że prawdopodobnie będą to kolejne wyrzucone pieniądze. O ile całego programu nie zablokuje Komisja Europejska.

Stocznia Gdynia w Google Maps

Napisał Marcin o 17:34
Edytowano: piątek, 26 maj, 2006 10:08
Kategoria: Gra w statki, Polska
|

środa, 24 maj, 2006

Elbe Highway

Samochodowiec projekt 8245 'Elbe Higway', wybudowany przez Stocznię Gdynia uhonorowany został tytułem 'Significant Ship of 2005' przez The Royal Institution of Naval Architects, znane i poważane w branży okrętowej brytyjskie stowarzyszenie.
Dokładniejsze informacje na temat statku można znaleźć tutaj.

Oby tylko to wyróżnienie nie okazało się być łąbędzim śpiewem stoczni, która prawdopodobnie na tym statku, z różnych przyczyn, nie zarobiła ani grosza..

Napisał Marcin o 10:27
Edytowano: środa, 24 maj, 2006 18:45
Kategoria: Gra w statki
|

wtorek, 23 maj, 2006

Na chińskim kazaniu

Dyskusja jak zwykle nie ma końca, wydawało mi się, że tym razem zadałem naprawdę proste pytanie.
Nie mam żadnej szansy domyśleć się, o czym mówią, czy w ogóle rozmawiają jeszcze na temat, czy dyskutują o pogodzie, czy wreszcie zastanawiają się ile jeszcze wytrzymam siedząc tutaj. Co za idiotyczna sytuacja. Poruszam się ciągle w gąszczu niedomówień, wątpliwości i półprawd. Wyegzekwować jednoznaczną odpowiedź na jakiekolwiek, nawet najprostsze, pytanie jest poza zasięgiem moich możliwości. Najgorsze jak dwie osoby siedząc przy tym jednym stole mówią coś innego. Ktoś musi kłamać, ale żeby to sprawdzić trzeba zapytać następnego Chińczyka. Szkoda czasu, z odpowiedzi i tak się nie da nic wywnioskować. Dobijające jest też, że odpowiedź 'nie' praktycznie nie istnieje. O cokolwiek prosisz, zawsze Ci to obiecają, nawet, jeżeli w momencie w którym pada prośba doskonale wiedzą, że nie są w stanie jej spełnić. I tak odpowiedzą 'no problem'. Potem to już twoje zmartwienie, nie ich. To ty musisz chodzić się przypominać, że przecież obiecaliście. I ciągle 'no problem', 'no problem'. Dlaczego nie można po prostu powiedzieć 'nie, nie zrobimy tego, bo ....., wszystko jedno co'. Życie byłoby znacznie prostsze.

Skończyli gadać.
'Mr Marcin, no problem, we will do it for you'.

Napisał Marcin o 18:45
Kategoria: Chiny
|

niedziela, 21 maj, 2006

Prezydent zmienił zdanie.

Prezydent zmienił zdanie w sprawie pałacyku w Wiśle. Zmienił również zdanie na temat programu tanie państwo, obniżki podatków, koalicji z przestępcami, obsadzania spółek skarbu państwa działaczami PiS-u, mediów i instytucji publicznych "fachowcami" i wielu innych zagadnień. Czy to w ogóle ten sam człowiek, który wygrał wybory?
Być może potrzebne jest nowe orędzie, żeby wyjaśnić wszystkie te sprawy obywatelom, Polkom i Polakom. Obywatele, Polki i Polacy, muszą wiedzieć że płacąc podatki na pałacyk w Wiśle, przewodniczącą KRRiTV panią Kruk, dwudziestu ministrów, wszechpolaków w ministerstwie oświaty i bełkot posła Wierzejskiego, ochronę BOR-u dla prezesa jednej z partii nie pełniącego żadnej funkcji państwowej, wicepremiera z wyrokiem i wicemarszałka Sejmu z dyplomem z tarota, że płacąc abonament na telewizję Wildsteina, Farfali i Milewskiej spełniają swój patriotyczny i obywatelski obowiązek. Jeśli obywatele, Polki i Polacy, tego nie wiedzą, to znaczy że minister Giertych musi od nowa zdefiniować w podręcznikach patriotyzm i że Narodowy Instytut Wychowania jest rzeczywiście niezbędny. Jest jeszcze szansa żeby nowe, właściwe podręczniki trafiły do szkół zanim się zacznie nowy rok szkolny.

Jestem, jak nasz prezydent, niepewnym optymistą i dlatego mam niepewną nadzieję że tym razem wyemitowana zostanie właściwa wersja orędzia.

Napisał Marcin o 15:17
Kategoria: Polska
|

piątek, 19 maj, 2006

Zastanawiał się ktoś może jak wygląda polska wiza?

Właśnie tak:

Polska wiza

Napisał Marcin o 13:43
Edytowano: piątek, 19 maj, 2006 13:46
Kategoria: Polska
|

czwartek, 18 maj, 2006

Finlandia, Korea, Polska - z doniesień branżowych

Finlandia:
Aker Finnyards dostarczył największy statek wycieczkowy świata - Freedom of the Seas. Statek ma długość 339 metrów, na jego pokładzie zmieści się 4300 pasażerów. Budowa trwała 14 miesięcy

Korea:
Hyundai Havy Industries pochwalił się zdobyciem kontraktu na 4 kontenerowce o pojemności 8600TEU każdy. Statki będą miały długość 339 metrów. Dzięki silnikowi o mocy 108920BHP rozwiną prędkość 27 węzłów. Statki mają być dostarczane sukcesywnie do 2009 roku .

Polska:
Prezes Stoczni Gdynia, działacz PiS-u Kazimierz Smoliński, po umieszczeniu na stanowiskach w podległych stoczni spółkach swoich partyjnych kolegów, oświadczył dziennikarzowi Gazety Wyborczej: Uważam, że wykonałem swoją misję. Sam prezes Smoliński jeszcze w maju zamierza opuścić fotel prezesa stoczni i przenieść się do rady nadzorczej spółki.

Aker Finnyards Hyundai Heavy Stocznia Gdynia

środa, 17 maj, 2006

Chery QQ

Niech nikogo nie zwiedzie podobieństwo samochodu Chery QQ, na zdjęciu poniżej, do poczciwego Daewoo Matiza. Chociaż jeśli ktoś widział kiedykolwiek Matiza to raczej ulegnie złudzeniu, że Chery QQ to prawie dokładna kopia, wyjąwszy kilka detali (światła tylne, przedni pas).

Chery QQ

Menadżerowie General Motors też ulegli temu złudzeniu, ale dla chińskiego Sądu Ludowego sprawa nie była aż tak oczywista. Zakończyło się to w końcu jakąś ugodą. Ale właściwie nie o tym miało być.
Nowe Chery QQ kosztuje w Chinach około 40 tysięcy RMB, co daje w przeliczeniu 16 tysięcy złotych. FSO Matiz, lub Chevrolet Spark kosztują w Polsce prawie 30 tysięcy złotych (28900). Skąd ta różnica? Częściowo można to tłumaczyć niższymi kosztami robocizny, energii elektrycznej, podatkami, itd. Ale to nie wyjaśnia dlaczego kurtka sportowa, żeby było śmieszniej szyta w Malezji, kosztuje w Chinach połowę tego co w Polsce.
Płacimy więcej dlatego że możemy zapłacić więcej, bo, statystycznie rzecz ujmując, jesteśmy od Chińczyków bogatsi.

Napisał Marcin o 9:12
Kategoria: Chiny
|

sobota, 13 maj, 2006

Uczciwi nie mają się czego obawiać

Uczciwi nie mają się czego obawiać - powiedział Mariusz Kamiński.
Liczba osób uczciwych, a pokrzywdzonych przez polskie państwo jest długa. Roman Kluska zajmuje jedno z bardziej eksponowanych miejsc na tej liście. Wystarczy poszperać w Google - pokrzywdzeni przez Urzędy Skarbowe i ZUS - aby doszukać się zatrważających liczb. W warunkach polskich, im mniej władzy będzie miało państwo, tym lepiej dla obywateli. Zwłaszcza tych uczciwych.

Napisał Marcin o 15:37
Edytowano: sobota, 13 maj, 2006 18:32
Kategoria: Polska
|

Komu by się chciało pracować?

Bez specjalnego echa przeszła informacja z 8 maja o złożonym w zeszłym tygodniu w Sejmie przez OPZZ projekcie ustawy, dającej prawo do wcześniejszych emerytur nowym grupom zawodowym. Związkowcy zostali życzliwie przyjęci przez wicemarszałka Kotlinowskiego, szef klubu SLD Jerzy Szmajdziński zapewnił, że SLD poprze ustawę.
Projekt OPZZ daje prawo do wcześniejszych emerytur: kolejarzom i innym pracownikom transportu, energetykom, hutnikom, nauczycielom, anestezjologom, pracownikom przemysłu chemicznego, lekkiego i poligrafii oraz leśnikom. Ponadto związkowcy uważają, że listę należy rozszerzyć o osoby pracujące w dużym hałasie, w warunkach rakotwórczych i w strefie działania pól elektromagnetycznych (chodzi być może o posiadaczy służbowych telefonów komórkowych). Szacunki kosztów przyjęcia tej ustawy wahają się od 30 do 100 miliardów złotych do 2030 roku (zależy czy liczą związkowcy, czy przedsiębiorcy).
Fundusz Ubezpieczeń Społecznych trzeszczy w szwach, kwota łącznej corocznej dotacji budżetu państwa do ZUS i KRUS przekroczyła już 30 mld złotych, o nadchodzącym kryzysie demograficznym i masowej emigracji młodych ludzi, którzy swoje składki emerytalne płacą w innych krajach, trąbią już wszystkie media. Żądanie w takiej sytuacji nowych przywilejów, pogarszających jeszcze bardziej sytuację FUS, zakrawa na paranoję. Pod projektem OPZZ podpisało się 700 tysięcy osób. Doliczając do tych 700 tysięcy osób 140 tysięcy górników, którzy swoje przywileje wywalczyli już wcześniej, oraz polityków, którzy zdają się na to wszystko godzić, dostajemy blisko milion Polaków żyjących w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Jest to niewątpliwie liczba godna uwagi.

Jakie wyjście mają ludzie, którzy nie chcą płacić na wcześniejsze emerytury związkowców? Mogą przejść do szarej strefy. Mogą też wyjechać z kraju. Ale chyba najlepiej wyłudzić rentę i dorabiać na czarno, przynajmniej dopóki polski system ubezpieczeń społecznych nie załamie się zupełnie.

Napisał Marcin o 12:28
Edytowano: sobota, 13 maj, 2006 18:33
Kategoria: Polska
|

piątek, 12 maj, 2006

Elevated Roads

Pomysł na 'elevated roads' jest typowy dla strasznie zatłoczonych miast azjatyckich. Spotyka się to rozwiązanie w wielu chińskich mastach, widać je również w Korei Południowej. Jest to nic innego jak droga wybudowana kilkanaście metrów nad istniejącą ulicą. Ruch odbywa się więc na 2 poziomach. W Szanghaju jest to typowe rozwiązanie dla starszej części miasta, Puxi, gdzie z uwagi na istniejącą zabudowę nie było możliwe poszerzenie ulic. W nowej części miasta, Pudongu, która właściwie została zbudowana od nowa w przeciągu ostatnich 30 lat, nie ma jak na razie konieczności budowania 'elevated roads'. Tam drogi zostały zaprojektowane z odpowiednim zapasem przepustowości. Ale samochodów przybywa w Szanghaju w zastraszającym tempie (mimo zaporowych cen - rejestracja auta kosztuje około 40 tysięcy RMB, czyli 16 tysięcy złotych) i może w najbliższym czasie również Pudong się zakorkuje.

060512

Naprawdę zabawnie jest, gdy dojeżdżamy do skrzyżowania dwupoziomowych dróg. Budowa bezkolizyjnych skrzyżowań wymagała wydźwignięcia niektórych dróg na poziom 6-8 piętra. Wygląda to w centrum miasta zadziwiająco. Równie zadziwiająca bywa liczba zjazdów i wjazdów, przez niektóre skrzyżowania przejeżdżałem już kilkadziesiąt razy i do dzisiaj nie jestem pewien który zjazd byłby właściwy. Najważniejsze że taksówkarze wiedzą.
A tak wygląda jedno z typowych skrzyżowań w Google Maps . Można odszukać jeszcze kilka innych ciekawych skrzyżowań śledząc jedną z 'elevated roads'.

Napisał Marcin o 10:33
Kategoria: Chiny
|

czwartek, 11 maj, 2006

Szkło kontaktowe TVN24, 10.05.2006

Krótka migawka.

"Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper uczestniczy w otwarciu Międzynarodowych Targów Leśnych 2006 w Lesie Młocińskim w Warszawie. Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper podchodzi do jednego ze stanowisk wystawowych, na którym pracuje czarnoskóry przedstawiciel handlowy. Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper mówi: No, podam mu rękę, żeby później nie gadali. Wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Andrzej Lepper wita się z czarnoskórym przestawicielem handlowym."
Cięcie.

Dowcipny komentarz panów Grzegorza Miecugowa i Krzysztofa Daukszewicza .

Z mojej strony komentarza nie będzie.

Napisał Marcin o 6:54
Kategoria: Polska
|

wtorek, 09 maj, 2006

Moja żona ma nowego T-Shirta

T-Shirt

Napisał Marcin o 19:06
Edytowano: wtorek, 09 maj, 2006 19:16
Kategoria: Polska
|

poniedziałek, 08 maj, 2006

Straconych szans nie liczy już nikt

Rewolucja kulturalna wygasła w Chinach 30 lat temu, jednak nawet dzisiaj ciężko z kimkolwiek o tym porozmawiać. Gwałtowność i okrucieństwo wdrażania 'właściwego socjalizmu', jak również absurdalność głoszonych wówczas haseł (czerwony lepszy niż uczony) muszą być porażające nawet dla absolwentów Instytutu Podstawowych Problemów Marksizmu - Leninizmu. Trudno się dziwić, że ludzie wyrzucają to z pamięci. Zapewne wielu dzisiejszych 50-latków uczestniczyło w tych wydarzeniach i niekoniecznie mają się czym chwalić. Wszyscy zajęli się robieniem pieniędzy, rozliczenia z przeszłością prawie nikogo nie interesują. A już najmniej chińską partię komunistyczną, która ciągle jest u władzy.
Ideologiczne zaślepienie zastąpił skrajny pragmatyzm, a Chiny rozwijają się w niebywałym tempie. Pomimo istnienia wielu enklaw biedy i powszechnego wyzysku, nie sposób zaprzeczyć że poziom życia ludzi systematycznie się podnosi. Wszyscy mają dosyć jedzenia i części to na razie wystarcza. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mnóstwo ludzi głodowało, także aspiracje nie są zbyt wielkie.
Lokalne i centralne władze, nie gnębione cyklicznymi wyborami, mogą sobie pozwolić na długofalowe planowanie, działając na rzecz wzmocnienia państwa i gospodarki. Bardzo często bez brania pod uwagę zdania obywateli. Stworzył się specyficzny splot biznesu i władzy, który oprócz potężnego wzrostu gospodarczego kreuje również korupcję i napięcia społeczne wywołane postępującym rozwarstwieniem dochodów społeczeństwa. Jak na razie sytuacja jest pod kontrolą państwa i nie wygląda żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Przedsiębiorstwa chińskie, czując silne poparcie władz, poczynają sobie coraz śmielej, a konkurencja z nimi może w przyszłości stanowić poważne wyzwanie dla prywatnych firm z demokratycznego świata.

Przeglądając, dzięki szerokopasmowemu łączu podłączonemu przez China Telecom na drugi dzień po złożeniu zamówienia, doniesienia o kolejnych ekscesach i targach ignorantów mieniących się polskimi patriotami, nie mogę się pozbyć wrażenia że Polska wyścig już przegrała. Podróżując 10 pasmową obwodnicą Szanghaju w nowym modelu Zhonghua, pędząc z prędkością 415km/h Maglev-em, pijąc kawę na 87 piętrze JinMao Building, oglądając wystawy pełne komputerów i telefonów komórkowych produkowanych przez Lenovo i Huawei czy telewizorów plazmowych Haier, wizytując inne chińskie miasta, które rozwijają się wcale nie wolniej niż Szanghaj, obawiam się że polska zapaść gospodarcza będzie się tylko powiększać. Dziś, dzięki konsekwentnie prowadzonej przez kolejne rządy polityce promowania polskiej nauki kosztem rolnictwa i górnictwa, najbardziej zaawansowany technicznie polski hit eksportowy to wołowina bez kości.

Ideologicznie zacietrzewieni, zagrzebani w przeszłości i przekonani o wyższości swojej misji polscy politycy nie mają szans w konkurencji z chińskimi pragmatykami. Właśnie fundujemy sobie malutką rewolucję kulturalną, oczywiście na miarę naszych możliwości. O jej wynikach dowiemy się z chińskiego telewizora, komputera czy telefonu komórkowego. Później z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wepniemy w klapę marynarki znaczek z Matką Boską lub emblematem Radia Maryja i zawiążemy biało-czerwony krawat. I znaczek i krawat będą na pewno 'Made in China'. Racje moralne będą jak zwykle po naszej stronie. Tylko co z tego?

sobota, 06 maj, 2006

Układ Producentów Pieczątek i Tabliczek

Polską od wielu lat rządzi Układ Producentów Pieczątek i Tabliczek (w skrócie UPPiT).

UPPiT promuje na stanowiska polityczne w administracji państwowej osoby zupełnie niekompetentne. Osoby takie szybko się kompromitują, po czym są zastępowane przez następne niekompetentne osoby. Czasami po szczególnie udanej kompromitacji dochodzi do reorganizacji urzędu i powstania na jego miejscu nowego, o innej nazwie, aczkolwiek zajmującego się z grubsza tym samym. Dzięki tej ciągłej rotacji do UPPiT płynie niewysychający strumień zamówień na nowe pieczątki i mosiężne tabliczki z nazwami instytucji.
Podejmowane w ostatnich latach nieśmiałe próby ograniczenia wpływów UPPiT, poprzez powołanie Korpusu Urzędników Służby Cywilnej, poniosły całkowite fiasko - pomysł został ośmieszony i zdezawuowany przez ostatnie 3 gabinety.
Wydaje się, że że obecny rząd znajduje się pod szczególnie silnym wpływem UPPiT. Potwierdza to wczorajsza reorganizacja Rady Ministrów, jak również wiele innych działań. Powstają nowe ministerstwa a w nich sekretariaty i departamenty, zatrudnienie znajdą nowi ministrowie, wiceministrowie, podsekretarze stanu, sekretarki i doradcy polityczni ministrów i wiceministrów. Planowane jest powołanie nowych, zupełnie zbędnych instutucji, jak Narodowy Instytut Wychowania lub Centralne Biuro Antykorupcyjne. Trwają reorganizacje urzędów poprzez zmianę nazw - vide przemiana Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty w Urząd Komunikacji Elektronicznej. Wszystkie te działania wymagają zamówienia tysięcy pieczątek i setek mosiężnych tabliczek na budynki, drzwi i klatki schodowe.

Napisał Marcin o 16:08
Kategoria: Polska
|

piątek, 05 maj, 2006

Patrz przed siebie i gaz do dechy!

To chyba pierwsza instrukcja jaką udziela się kandydatom na kierowców w Chinach.
Zasady organizacji ruchu są dwie i obydwie bardzo proste:

  1. Każdy kierowca odpowiada wyłącznie za to co się dzieje bezpośrednio przed maską jego samochodu. To co się dzieje z boku lub z tyłu, dzieje się przed maskami innych samochodów, ergo - są za to odpowiedzialni inni kierowcy.
  2. Większy ma pierwszeństwo.
Wyjątkiem od tych reguł są kierowcy motorów, rowerów, traktorów, taczek, wózków widłowych, trójkołowych bicykli i całego tego drobiazgu liczącego tysiące sztuk - ich nie obowiązują żadne przepisy. Ale to oni najczęściej są ofiarami wypadków drogowych, rozjeżdżani niemiłosiernie przez ciężarówki, autobusy i inne pojazdy.

W praktyce wygląda to tak, że jeśli wyjeżdżasz z ulicy podporządkowanej na główną skręcając przy tym w prawo, to nie odwracasz głowy w lewo aby sprawdzić czy ktoś nie nadjeżdża. Zgodnie z zasadą nr '1' to nie jest twój problem, tylko problem kierowcy będącego na drodze uprzywilejowanej - on cię przecież widzi, a ty jego nie. Najbardziej szokujące jest, że ten system jakoś działa, jeśli nie bierze się pod uwagę pojazdów jednośladowych. Kolizji między samochodami nie ma aż tak wiele.

Taka organizacja ruchu była dla mnie z początku źródłem nieustających stresów, zwłaszcza podczas poruszania się taksówkami. Później się przyzwyczaiłem.
Teraz jestem zestresowany prowadząc auto w Polsce - za każdym razem gdy widzę kogoś dojeżdżającego do skrzyżowania z podporządkowanej natychmiast naciskam na hamulec, nawet gdy mam zielone światło. Mam takie nieprzyjemne uczucie że kierowca zachowa się jak Chińczyk i po prostu wyjedzie na skrzyżowanie bez patrzenia.


Napisał Marcin o 13:50
Edytowano: wtorek, 09 maj, 2006 6:56
Kategoria: Chiny
|

środa, 03 maj, 2006

Maglev

Środki bezpieczeństwa przy wejściu na peron prawie jak na lotnisku - wszystkie większe bagaże są skanowane.
Pociąg wjeżdża na peron bardzo cicho, prawie go nie było słychać. Wnętrze jak w samolocie.
Krótka chwila i jedziemy.

Czuć wyraźnie jak skład się trochę unosi w górę, pociąg rusza. Przyspieszenie jest płynne, ale nie wciska w fotel, prędkość można obserwować na wyświetlaczu w każdym przedziale - 100, 200, 300, 400km/h. No i wreszcie 413km/h - najwyższa prędkość jaką osiągnęliśmy. Samochody na autostradzie biegnącej wzdłuż torów jakby się zatrzymały, w środku pociągu w dalszym ciągu cicho, i tylko niestety .... trzęsie.
Rozczarowanie, myślałem że pociąg na poduszce elektromagnetycznej będzie jechał absolutnie płynnie, ale to nieprawda. Wstrząsy są podobne do tych w samolocie podczas niewielkich turbulencji, trochę rzuca na boki. Albo jak w PKP przy prędkości 40km/h. Może to jeszcze choroba wieku dziecięcego tej technologii?
Cała podróż z lotniska do stacji Longyang Rd to tylko 7 minut.
Większe wrażenie robi obserwacja z zewnątrz bezgłośnego przelotu Maglev-u, niż jazda nim.

Maglev bilet

Napisał Marcin o 4:50
Edytowano: sobota, 06 maj, 2006 18:11
Kategoria: Chiny
|